Jak działa autostop w Maroku ? Zobacz nasz 3 tygodniowy trip!

Jak działa autostop w Maroku ? 

Autostop w Maroku działa świetnie, a lokalni sami korzystają że stopa na codzień. Ludzie  przyjaźni i chętnie Cię podwioząCzęsto zdarzało się nam, że ktoś zabrał nas dalej niż jechał, albo zaprosił nas na kawęŚwietny sposób na poznanie ludzi i nowej kultury.

Niestety mało ludzi rozmawiało po angielsku, więc musieliśmy sobie jakoś radzić żeby się z nowym znajomym dogadać. Naucz się kilku podstawowych słów po arabsku. Ludzie  bardzo szczęśliwi, gdy staramy się wymówić kilka z nich. Poza tym to miło, gdy ktoś dziękuje Ci w Twoim języku.

Poniżej przedstawiamy całą trasęktóra pokonalismy w ciągu ponad 3 tygodni. Wiemy, że dało się objechać znacznie więcej, lecz my zostawaliśmy w jakiś miejscach i poznawaliśmy nowe miejsca i ludzi.

autostop w Maroku

Fes – 5-8 listopada , 3 dni.

Do Fez z lotniska dostaliśmy się na busie, gdyż bardzo mało samochodów ruszyło z lotniska. W sumie to i dobrze, bo zobaczyliśmy jak działają tutejsze autobusy. A cena za jaką dostaniesz się z lotniska do miasta to 4 dirrhamy, czyli jakieś 40 centów. W samym mieście spędziliśmy 3 dni przechadzając się uliczkami Mediny i poznając rodzinę poznanej nam Fatimy. Ta zaprowadziła nas do zaprzyjaźnionego rasta baru, gdzie spędziliśmy większość czasu. Fez jest bardzo turystyczne, jednak i tak fajnie jest się tam zatrzymać.

gdy pierwszy raz odwiedzasz maroko

Taroudant 8-10 listopada, 2 dni.

Do Taroudant nie planowaliśmy dostać się w jeden dzień, ani nawet nie planowaliśmy tego miasta. Z Fezu wydostaliśmy się tym samym autobusem, którym jechaliśmy z lotniska, tylko tym razem stanęliśmy na drogę prowadzącą do Marrakeszu. Po 2 autostopach, złapaliśmy ten jeden zajebisty. I tak w jeden dzień, a właściwie pół dnia i pół nocy pokonaliśmy 800 km w 12 godzin. Z przerwami na jedzenie, picie, odpoczynek i toalety. Jazda z lokalnym była naprawdę świetnadał nam nawet prowadzić swój samochód, a po drodze opowiadał jak mógł po arabsku różne ciekawostki o kraju o których nie ma nic w internecie. No i cieszyliśmy sięże na koniec nie zatrzymaliśmy się w Marrakeszu, gdyż po drodze widzieliśmy masę policjantów strzegących hotele, a lokalny opowiadał nam o przypadkowych zabójstwach i mafii w tym mieście. No kurwa, jeszcze żaden z lokalnych nie pochwalił tego miasta. Chyba tam nawet nie pojedziemy. Zobaczymy. A Taroudant to bardzo fajne autentyczne miasto, o wiele bardziej spokojne od Fezu.

autostop w maroku

 

Taghazout – 10-11 listopad, 2 dni. 

Zamiast do Agadiru postanowiliśmy wybrać się do Taghazout. Słyszeliśmy wcześniejże to mała wioska, w której zakochali się liczni surferzy z całego świata, dlatego na nią postawiliśmy. I w sumie to bardzo urocza wioska, z piękna długazłota plaża. Dla nas w sam raz na jedną noc. Zostalibyśmy dłużejale nie było po prostu dobrych fal.

autostop w maroku

Tamry – 11-13 listopada, 3 dni.

Tutaj dostaliśmy się zupełnie przypadkowo. Super mieścina ulokowana niedaleko morza. Bardzo lokalnie. Dostaliśmy się tutaj bardzo szybko, tym razem z innymi turystami oraz lokalnym autobusem, który kosztował nas 5 dirrhamow za jakieś 10 km. Niestety w nocy było bardzo zimno, ale od mieszkańców załatwiliśmy koc. Dobrze się tu czujemy, gdyż nikt nas nie nagabywuje, ani nie traktuje z góry. A sama drogą z Taghazout do Tamry jest niesamowita, jedzie się przez totalne pustkowia, po drodze mijając stada wielblądów.

CO MYŚLISZ O MUZUŁMANACH Z MAROKA?

Essaouriya – 13-14 listopada, 2 dni.

Z Tamry dość ciężko było się nam wydostaćale chyba w sumie tylko dlatego, że była to mała wioska i poprostu jeździło tutaj niewiele samochodów. W końcu stopa złapali dla nas dwóch marokańczyków. Prosto do miasta Essaouriya, czyli jakieś 100 km. Niestety na koniec okazało sięże koleś chciał za podwózkę pieniądzeJuż wcześniej o tym słyszeliśmyże ludzie czasami podwożą za pieniądzewięc nie byliśmy jakoś szczególnie zdziwieni. A sama Essaourija to może ładne miasto rybackie, ale takie dość turystyczne. Zależy co, kto lubi. No i świetna miejscówką dla kitesurferow. Najlepsze jest to, że za murem znajduje się praktycznie pusta plażaSpaliśmy też na jakiś wydmach, gdzie nad ranem spotkaliśmy wielbłąda. Super pozytywny akcent. Byliśmy się też spytać o pole namiotowe, jednak cena była taka sama jak wynajęcie pokoju.

15 rzeczy za które pokochasz Maroko

Sourira Qdima – 15 – 17 listopada, 3 dni.

To miasto w sezonie jest mekka kitesurferow z Francji. Poza sezonem? Opuszczone miasteczko w hiszpańskim stylu. Poznaliśmy tutaj marokańczykaktóry zaprosił nas do swojego domu. Mieliśmy też taką deskę do krojenia, na której wyjaśnialiśmy sobie arabskie słowa. Nasz znajomy rozmawiał tylko po arabsku i francusku. W samej okolicy raczej niewiele do zrobienia.

Mohamedia 18-20, 2 dni.

Do Mohamedia dostaliśmy się najpierw z Souriya Qdima busem do Safi (5,5 dhs), a z Safi bardzo sprawnym autostopem prosto do Mohamedii. Ponad 300 km zajęło jakieś 2,5 godziny po autostradzie. Tutaj zatrzymaliśmy się tylko z powodu Decathlonu, który okazał się totalnym niewypałem w porównaniu do hiszpańskiegoPoznaliśmy tutaj nowych znajomych u których spędziliśmy noc w nieurządzonym apartamencie. Takie ala Airbnb z takim oto widokiem poniżej. Niestety zostaliśmy dłużej jedną noc z powodu zatrucia pokarmowego. No i każdy ostrzegał nas przed przestępcami.

autostop w maroku

Widok z okna

Chefchaouen – 21 -22, 1 dzień

Dostać się z Mohamedii w jeden dzień autotopem było dość dużym wyzwaniem, bo ciężko było ominąć stolicę Maroka – Rabat. Na szczęście trafiliśmy na ludziktórzy zawieźli nas na stację kolejowa, gdzie pierwszy raz mieliśmy okazję sprawdzić pociągi w tym kraju. Z Rabatu kupiliśmy bilet do kolejnego miasta, jakim jest Kenitra (40 km za 16 dhs). Cieszyliśmy się bardzo, bo lubimy poruszać się tym środkiem transportu w nowych krajach. Z Kenitry złapaliśmy stopa w 10 minut do miasta Ouezzane (130km) i jechaliśmy z miłą rodzinką. Zawieźli nas prosto na drogę prowadzącą do Chefchaouen. Na zewnątrz szybko robi się ciemno i o 7 wieczorem łapaliśmy dalej. Po jakiś 40 minutach zatrzymał się najarany kierowca ciężarówki. Po drodze dzielił się z nami haszem i oferował nam na sprzedaż swoje kamienie. Śmiesznie było i w dodatku zostawił nas na skrzyżowaniu 10 km od miasta. W ciągu pierwszej sekundy mieliśmy kolejną podwózkę pod samo miasto. Tam spędziliśmy noc pod domem jakiegoś przechodnia.

15 rzeczy za które pokochasz Maroko

Akchour – 22-23, 1 dzień.

W Chefchaouen spędziliśmy cały dzień, po cczym ruszyliśmy do Akchour. Czyli do parku narodowego o którym opowiadali nasi znajomi. Niesamowite miejsce na trekking i kemping pod gołym niebem. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie. Do Akchour dostaliśmy się busem, bo to dość rzadko uczęszczana trasa i faktycznie po drodze prawie wogóle nie mijaliśmy samochodów. Nad ranem okazało sięże spaliśmy na polu marihuany.

autostop w maroku

Fez 24-25, 2 dni.

Do Fezu wróciliśmy w jeden dzieńjadąc na stopa z dwoma anglikami. Bliźniaki podróżowali swoim przerobionym Land Roverem, którym pokonali także trasę Anglia – Wladywostok, przez Kazachstan i MongolięPiękne widoki na trasie Chefchaouen – Fes, zwłaszcza na początku i pod koniec trasy.

autostop w maroku